Wędkarskie Mazowsze

Boleniowe tajemnice cz. 2 – Przynęty

W drugiej części moich boleniowych rozważań opiszę to co tygrysy lubią najbardziej czyli przynęty.Nie odkryję Ameryki pisząc, że spinningowe przynęty boleniowe możemy podzielić na cztery kategorie: woblery, błystki wahadłowe, przynęty gumowe oraz obrotówki. Kolejność całkowicie… dla mnie nieprzypadkowa!Jednak zanim zajmę się samymi przynętami spróbuję scharakteryzować potencjalną ofiarę bolenia, co z kolei bezpośrednio przekłada się na kształt i sposób prowadzenia wabika.
Głównym pokarmem bolenia jest ukleja. Nie wiadomo oczywiście dokładnie jaki procent ukleja zajmuje w menu przebiegłego drapieżnika, ale na pewno jest to wartość niedaleka stu procentom. Ma to ogromny, pozytywny wpływ na wybory wędkarza. Dlaczego pozytywny? Ponieważ znacznie zawęża potencjalny arsenał przynęt służących do polowania na tę sprytną rybę. Bo ukleja jaka jest i jak pływa – każdy widzi. Sprytna, nieduża, rezolutna, szybka i… co najważniejsze – jej standardowy zakres głębokości pływania to do pół metra od powierzchni wody, przy bardziej zachmurzonym niebie może metr… Czyli co? Skoro główny pokarm pływa pod powierzchnią oczywistym wydaje się, że główny konsument też tam będzie się kręcił. I będzie nam tam brał głównie na uklejopodobne przynęty zachowujące się w podobny sposób jak te małe rybki…

attachment

Wróćmy więc do tych przynęt. Historycznie rzecz ujmując najpierw bolenie łowiło się na żelastwo, potem na gumy, ostatnie kilka lat to boom na woblery. Dlatego też postaram się zachować chronologię odpowiadającą przeszłości.

Żelastwo czyli wahadłówki i obrotówki.
Najbardziej typową i zapewne najstarszą przynętą boleniową przez wiele lat był kawał podłużnej blachy uzbrojonej w haczyk (lub coś podobnego) czy kotwiczkę. Z czasem mądry człowiek, aby złowić bolenia grasującego dalej od brzegu, zastąpił zwykłą blachę kawałkiem ołowiu. I tak to właśnie popularna ołowianka zdominowała na długie lata przynęty, służące do połowu bolenia w dużej rzece. Przynęta wygodna, tania, łatwa do zrobienia, lotna, skuteczna… Czego trzeba więcej do szczęścia?

attachment-1

Choć przyznać trzeba, że najnowocześniejsze „ołowianki” mało już przypominają prymitywne wytwory rąk ludzkich…

attachment-2

Z wahadeł, prócz podłużnych długich przynęt, warto również zwrócić uwagę na nieco inne kształty. Wszak znacznie bardziej obłe Gnomy „zerówki” i równie nieduże Algi wiele boleni skusiły, i to wcale nieprzypadkowo…

attachment-3

Jednak w wielu sytuacjach, szczególnie gdy nie trzeba daleko rzucać, również błystka obrotowa potrafi zadziałać na boleniu.

attachment-4

Ja osobiście obrotówki boleniowe stosuję w dwóch przypadkach. Pierwszy to przybór, w mętnej wodzie, w trawach, szczególnie w jakiś wiślanych odnogach niezbyt ciężka obrotówka potrafi nieźle namieszać boleniowi w głowie. Drugi przypadek to rzut pod prąd (np. na opasce) i szybkie ściąganie z prądem pod powierzchnią. W obu przypadkach są to oczywiście modele ze skrzydełkiem typu long. Różnią się one od siebie głównie obciążeniem. No i warto zwrócić uwagę, że dobra boleniowa obrotówka pracuje wąsko, blisko korpusu.

attachment-5

Przynęty gumowe
Przynęty gumowe też już mają wieloletnią tradycję acz nieporównywalnie krótszą niż blachy. Ja osobiście, doceniając ich zalety, niespecjalnie przykładam się do tej przynęty. Owszem, z obowiązku mam kilka, ale dla mnie jest to przynęta kolejnego wyboru na bolenia. Choć przecież przynęty gumowe na główkach mają wszystkie zalety przynęty boleniowej. Dalekosiężne, łatwe do szybkiego prowadzenia, łatwe do „popracowania”, do tego tanie i imitują ukleję… Jedyną wadą wydaje się być brak możliwości zrobienia gumowego hand made’a.
Najbardziej chyba popularnymi gumami boleniowymi jest Shadka Delalande oraz Knight, a także wszelkie białe i perłowe twistery, nieduże ripperki, a także nieco nietypowa jak na gumę – ukleja RH. Dodatkową zaletą gum jest możliwość „obróbki”, np. w Knigtach można skracać boczne wypustki, w twisterach skracać, a w ripperach „modelować” ogonki. Wszystko to w celu „zubożenia” zbyt aktywnej niekiedy pracy oryginalnej przynęty…

attachment-6

Guma jest też dobrą przynętą na głębiej chodzące bolenie. A to dlatego, że łatwiej ją opuścić niżej i kontrolować pracę, a także straty są mniej bolesne i tańsze.
Ja jednak, mimo tych zalet – rzadko korzystam z przynęt gumowych.

Woblery
Bez wątpienia wobler jest obecnie najdynamiczniej rozwijającą się przynętą służącą do połowu bolenia. Szczerze powiedziawszy nie wiem jakie kryteria zastosować, żeby to jakoś czytelnie ogarnąć. Pierwotnie chciałem pisać o tym, że woblery boleniowe możemy dzielić na seryjne i hand made’y, tonące i pływające, dalekosiężne i znacznie mniej lotne i tak dalej. Ale chyba to jednak sensu by nie miało, wszedłbym na jakiś absurdalny poziom teorii, który w praktyce nic nikomu by nie dał. Bo tak naprawdę jedynym sensownym podziałem jest skuteczność lub jej brak. Dlatego też ten fragment tekstu będzie się kręcił wokół mojej często subiektywnej oceny tych konkretnie woblerów, za pomocą których miałem przyjemność osiągać jakieś sukcesy w połowie bolenia.

Nie byłbym sobą gdybym nie namieszał. Dlatego właśnie, tak trochę dla podniesienia napięcia – nie zacznę od moich najważniejszych boleniówek… Zacznę od przynęt dla mnie bardzo ważnych, ale takich co jednak są przynętami nie pierwszego, ale drugiego wyboru…

Relatywnie często sięgam po Spirita (chyba najlepszy na rynku przecinak, do tego można go dowolnie dociążać), Bonito (szczególnie mniejszy jest niezwykle skuteczny na letnich niżówkach), Salmo Thrilla (bardziej z przyzwyczajenia niż przekonania), wyroby wytwórców znad Odry – Chruścika i Artura G (one ze względu na nietypowy kształt zarówno korpusu jak i steru są bardzo czułe na przypadkowe odkształcenia np. oczka służącego do zaczepiania przynęty, no i trzeba je uzbrajać w odpowiedniej wagi kotwiczki – ale to wszystko powoduje, że potrafią być pozytywnie nieobliczalne). Kilka boleni złowiłem też na produkty naszego forumowego kolegi Krystiana, które ujmują mnie swoją dalekosiężnością i wyczuwalną pracą…

attachment-7

Naturalnie korzystam jeszcze z kilku różnych typowo typowo boleniowych takich jak: Gębala, Esca z Nysy, Gusman, Jawia i wielu wielu innych, na które łowię jedynie w konkretnych sytuacjach i potrzebach…, a niekiedy z bezsilności jako ostatnia deska ratunku. I dla tych pojedynczych momentów warto je mieć…

attachment-8

Prócz przynęt dedykowanych wybitnie boleniowi – korzystam też z szeregu woblerów bardziej uniwersalnych, które jednak w określonych warunkach bywają bardzo skuteczne na tę rybę. Są to wszelkie uklejokształtne rybki, o pracy raczej oszczędnej. Wśród nich wymieniłbym głównie produkty firmy Rapala (originalki, husky, countdowny, longcasty, x-rapki), Salmo (przede wszystkim sting i w mniejszym stopniu minnow) oraz najmniejszego glogowskiego nike’a.

attachment-9

Nie odchodząc od tematu woblerów chciałbym przypomnieć jedno z moich pierwszych zdań tego tekstu: „Najbardziej typową i zapewne najstarszą przynętą boleniową przez wiele lat był kawał podłużnej blachy”. Otóż okazuje się, że historia zaczyna zataczać koło. Bo coraz popularniejsze stają się woblery bezsterowe. Czyż nie przypominają one w założeniach typowej ołowianki czyli przynęty ciężkiej, dalekosiężnej, często prowadzonej z chlapaniem po powierzchni? I o ile ołowiance ciężko nadać „koloryt” rybki – to już bezsterowcom można nadać dowolny wygląd… Osobiście nie ukrywam, że na sezon 2014 uzbroiłem się w kilka takich przynęt, zamierzam je wykorzystać głównie do obławiania płycizn znajdujących się daleko i… bardzo daleko od brzegu.

attachment-10

Przyszedł w końcu czas na przedstawienie mojego osobistego boleniowego… TOP 5 (oczywiście, jakżeby inaczej – odliczając odwrotnie…)

5. Siek-m Siga. Mam ich całą eskadrę, troszkę odchodzą u mnie w zapomnienie, ale wciąż działają! W ciągu kilku lat przeszły widoczną zmianę jeśli chodzi o wygląd. Kiedyś takie trochę grubo ciosane, ostatnio producent dołożył starań w kwesti designu. I właśnie połączenie sentymentalnych moich wspomnień z coraz lepszym wyglądem powodują, że zajmują u mnie tak wysokie miejsce. Oraz, oczywiście, jako seryjna równowaga dla atakujących nas z każdej strony rękodzieł. Sieki stosuję głównie na opaskach oraz na napływach i przelewach główek. Generalnie Sieki nie są powtarzalną produkcją, co można uznać za zaletę bo pozwala to trafić na rodzynki skuteczniejsze od pozostałych.

attachment-11

attachment-12

4. Raptor Tomy’ego. Miejsce na mojej liście TOP 5 zajmuje troszkę na wyrost, coś w rodzaju mojego kredytownia tej przynęty. Dlaczego pokładam w tym woblerze nadzieję na przyszłość? Po pierwsze kilka ryb na niego złowiłem, a po drugie, nawet ważniejsze, mimo, iż z wyglądu nie przypomina Hermesa – ma dość podobnie wyczuwalną w ręku pracę. Fajny do prowadzenia zarówno z prądem jak i pod prąd. Lotność określił bym jako niezłą odległościowo, ale bardzo niestabilną. Dlatego nie polecam go do bardziej precyzyjnych rzutów, np. wzdłuż opaski, szczególnie nawet pod lekki wiatr. Wykonany jest z dużą starannością, bardzo solidnie uzbrojony w naprawdę porządne kotwiczki Kamatsu…

attachment-13

attachment-14

3. DL Slim by Homegeon. Czempion letnich wiślanych wypraw. Przynęta produkowana w dwóch wielkościach: 7 i 9 cm. Mimo niedużej wagi lata bardzo sprawnie, dlatego też jest bardzo dobrym wyborem dla szybko przemieszczającego się po wielu miejscówkach wędkarza. Wygląda bardzo schludnie, może nie jest typowym przecinakiem bo potrafi odejść fajnie na bok, ale generalnie jest to przynęta do szybszego prowadzenia (zwłaszcza dziewiątka, bo siódemką można już popracować). Można go dociążać, warto potraktować ołowiem zwłaszcza egzemplarze chodzące troszkę szerzej.

attachment-15

attachment-16

2. Oleix. Woblery Michała Olejnika, boleniowe fire bleak oraz speed bleak. Moje odkrycie sezonu 2013. Nie wnikałem jak są produkowane, ale z tych kilku co ja mam każdy jest inny, każdy pracuje w nieco inny sposób. Być może jest to spowodowane nietypowym rozłożeniem obciążenia. Szczegółów zdradzać nie zamierzam, ale sekcja zwłok jednego zniszczonego na kamieniach egzemplarza przeprowadzona przez zorientowanego w temacie wędkarza doprowadziła do bardzo ciekawych wniosków. Oleixy mają dość charakterystyczny wygląd, pracę bardzo nieregularną… Nie są to przynęty dalekosiężne, za to bardzo fajnie nadają się do „delikatnej zabawy”.

attachment-17

attachment-18

1. Gloog Hermes. Od kilku lat nieprzerwanie nr 1 na mojej liście. Niezastąpiony w maju, skuteczny w ciągu całego sezonu. Niepozorny wobler długości 7 cm, wagi 12 gram. Nie umiem odpowiedzieć w czym tkwi jego siła. Być może przewrotnie w tym, że zarówno wyglądem jak i pracą odbiega od standardowych boleniowych woblerów. Jest bardziej krępy, bliżej mu wyglądem do małego krąpia niż do uklei (którego to minikrąpika jest w Wiśle aktualnie mnóstwo). Pracę ma wyraźnie odczuwalną, taką „lekką drżączkę”. Dzięki temu, że jest to wobler seryjnie produkowany – każdy egzemplarz ma praktycznie taką samą pracę. Jednym z moich „myków” mających na celu zmianę pracy tej przynęty jest wklejenie odrobinkę większego steru… Hermes jest królem główek i okolic, można go poprowadzić w wolniejszym tempie, lata bardzo stabilnie i dość daleko. Oferowany w nieprzyzwoicie wielu kolorach, największą skuteczność dostrzegam w tej przynęcie malowanej we wszelkie odcienie niebieskiego… Jedyna wada to słabe kotwiczki, które bezwzględnie należy wymienić na mocniejsze!!! No i niekiedy zdarza się strata steru po uderzeniu w kamienie, ale nie jest tak, że sam wypada…

attachment-19

attachment-20

attachment-21